niedziela, 29 lipca 2012

Pierożki z malinami i jagodami na papierze ryżowym.

Po sukcesie z pierożkami na papierze ryżowym w wersji słonej ( feta i botwinka), zrobiłam też je na "słodko", chociaż cukru w cale nie dawałam, wystarczy mi do szczęścia nadzienie z owoców :)

Potrzebujemy maliny i jagody, miętę, papier ryżowy, jogurt naturalny.


Każdy pergamin moczymy przez 20 sekund na talerzyku z wodą, wyciagamy, układamy na środku owoce z listkiem mięty i zawijamy w kwadracik.


Gotujemy na parze, kładziemy na tej grubszej stronie gdzie zawijaliśmy ciasto. Podajemy na jogurcie z miętą... oraz jeśli macie jakies swoje ulubione dodatki, to czemu nie ? Miód, cukier puder....


sobota, 28 lipca 2012

Red Hot Chili Peppers ... i śniadanie z chili na kaca.

Co to był za koncert !!! Pół roku czekania i miętoszenia w rekach biletu się opłaciło   :D
Peppersi pomimo , że są już pod piędziesiątke są niesamowici. Tu nie ma zadufanego gwiazdorstwa - oni się po prostu bawią tym co robią, przychodzi im to z łatwością, profesjonalizmem i wciąż zaskakującą różnorodnością.

 Kondycja nadal pierwsza klasa, Anthony sexi as hell pomimo tych...uhhh...wąsów (wtf ?) , Flea szaleje że aż nie wiem jak oni sie nie zderzają i nie przewracają na scenie. Było makabrycznie duszno... wepchałam się pod samą, samiutką scenę i byłam świadkiem kilku omdleń i ataków paniki ( niektórzy dostają w takim ścisku). Myślę, że w tym tłumie na Bemowie było odczuwalnych z 40 stopni.

Chłopaki zaczęli punktualnie, pełen profesjonalizm i wszystko dopięte jak trzeba.


 No i w końcu zobaczyłam na żywo Josha . Na ostatnim koncercie w Chorzowie grał jeszcze Frusciante. Czy słychać różnicę ? Oczywiście że tak. Ale jak dla mnie wszelkie zmiany sa na plus...i to słychać w nowej płycie. Jakby powiew świeżego powietrza. Josh tylko jako gitarzysta nie potrafi wyjść z cienia... grał z nimi jako gitara wspierająca do tej pory...a teraz halooo...czas na bycie number one ! Czas wyjść z cienia i poczuć sie gwiazdą...a nie spuszczać głowę i robić swoje. Faktycznie słychać jak daje się zdominować basowi. Ale wszystko przed nim, wyrobi się chłopak.


Trochę się zawiodłam, że z nowego albumu były tylko 4 kawałki; jakby chłopaki nie do końca wierzyli w ten krążek. A to duży błąd... nie moge przestać słuchać Brendan`s Death Song. No i nie moge oderwać oczu od klipu. Kondukt pogrzebowy w Nowym Orelanie...z cyrkowcami, czarnymi muzykami i outsiderami... odkąd obejrzałam jeden odcinek No Reservation z Bourdaine`em marzy mi się wizyta w Nowym Orleanie :)


Do domu wróciłam o 3 w nocy... rano oczywiście wszystko na raz : bolące, zdrate gardło ( po co, no po co piłam tyle tego zimnego i rozcieńczonego Carlsberga ?), odciski na stopach i kac. No więc ratunku: jakieś leki i dobre śniadanie : jajecznica z chili, chrupiącą szynką parmeńską i szczypiorkiem. Na oliwie, bo masła już od dawna do smażenia nawet jajecznicy nie używam.

Ostre i postawiło na nogi :)

czwartek, 26 lipca 2012

Lemoniada lawendowa


Słuchajcie...to jest to !
Ten zapach, aromat i smak domowej lemoniady lawendowej jest nie do opisania.
Nie spodziewałam się takie efektu: zarówno smakowego jak i "wizualnego". A potrzebujemy niewiele... litr wody źródlanej, 4 cytryny, 2 limonki, płynny miód wielokwiatowy, doniczka lawendy, ok 10 kostek lodu.




Wyciskamy sok z cytryn, zrywamy lawende i ugniatamy ją z 1 limonką ( wiecie...jak miętę z limonką do mojito ). Wyciągamy łodyżki lawendy, kwiatki zosawiamy, sok z cytryn i limonki z kwiatkami mieszamy z wodą. Miód rozpuszczamy w letniej wodzie i dodajemy do lemoniady. Ile miodu ? To zależy czy wolicie kwaśne czy słodkie. Ja dałam 2 pełne łyżeczki.

Lemoniade wstawiamy na 1 godzine do lodówki. Przed podaniem zrywamy jeszcze świeże kwiatki i wkładamy do szklaneczek z lodem przed nalaniem. Drugą limonkę kroimy w cienkie plasterki i dodajemy do lemoniady lub szklaneczek.

niedziela, 22 lipca 2012

Czereśniowa crostata z panna cottą.

Nie zwlekajcie... róbcie póki są czereśnie!


Przepis na to letnie ciastko nie jest mój...ale nie pamiętam skąd go spisałam. Dawno temu utkwił mi w pamięci. W każdym razie - jest po włosku. Pyszny deser , najlepszy mocno schłodzony, podany z listkami mięty i opruszony cukrem- pudrem.

Ciasto:

Zwykły przepis na ciasto kruche.
1 i 1/2 szklanki mąki
3/4 kostki zimnego masła
1 jajko
2 opakowania cukru waniliowego

Wszystko razem mieszamy aż uformujemy sprężystą, ładna kulke.

Galaretka:

Potrzebujemy śliczne,duże czereśnie, z ogonkami do przybrania jak na zdjęciu. Reszte drylujemy i kroimy czeresienkę na ćwiartki.  Możecie robić własną galaretkę bawiąc z gotowaniem i namaczaniem żelatyny ...albo kupcie. Czereśniowej nie dostaniecie, ale wiśniowa pasuje idealnie. Rozrobić trzeba w ok 1/3 wody mniej niz podaja na opakowaniu. Odstawić do ostudzenia.

Panna Cota :

Duża szklanka śmietanki kremówki ( 36%) , laska ( aromat ) wniliowa , cukier ( próbujcie w trakcie robirnia, jak słodkie wolicie) oraz żelatyna ( ok łyżki ).

Śmietankę gotujemy, rozpuszczamy w niej żelatynę , dajemy winilię i cukier...i niech się zcina i chłodzi.

W międzyczasie wykładamy blachę ciastem i pieczemy na brązowo- złoto. Wyciągamy i studzimy. Wylewamy już zgęstniałą śmietankę. Wkładamy do lodówki i czekamy aż się zetnie. Dopiero wtedy wlewamy galaretkę, dorzucamy czereśnie ( pokrojone i do przybrania- w okół foremki, na wpół zatopione z wystającymi ogonkami :)  ).

W lodówkę wszystko i niech się ładnie schłodzi.

sobota, 21 lipca 2012

Tartletki malinowe z białą czekoladą

Tartletki z owocami są zawsze efektywne. A jak się jeszcze zrobi przybranie z mięty i draży : szał gwarantowany :)

Ciasto:

1 i 1/2 szklanki mąki
3/4 kostki zimnego masła
1 jajko
2 opakowania cukru waniliowego

Nie ma nic bardziej prostego niż ciasto kruche : wszystko razem mieszamy i zagniatamy aż sie nam zrobi ładna, sprężysta kulka. Masło ma być zimne , dlatego przed dodaniem do maki kroimi w małe kawałeczki.

Masa:

1 jajko
szklanka smietanki kremówki
5 łyżek startej białej czekolady

Wszystko razem mieszamy :)

Do tego owoce, białe draże i mięta.

Ciasto wkładamy do foremek i podpiekamy aż zacznie sie rumienić. Wtedy w środku układamy owoce i zalewamy masą. Uważajcie bo biała czekolada lubi opadać na dno pojemnika gdzie mieszaliśmy masę.

Wstawiamy w piec aż się zetnie i ładnie przyrumieni. Ozdabiamy drażami i miętą. Z bitą śmietaną są równie atrakcyjne :)

sobota, 14 lipca 2012

Paella Mixta i Barcelona




Panie i Panowie: przyszedł czas na zrobienie własnej paelli . Długo z tym zwlekałam, a miałam ochotę już od ponad 2 lat kiedy to odwiedziałam Barcelonę.  Wspaniałe wakacje - ponad tydzień w najpiekniejszym mieście Europy :) Ale o tym później : na razie wróćmy do paelli.

Jak tylko spróbujecie tej prawdziwej- nigdy więcej nie kupicie już gotowej mrożonki.
Paella pachnie szafranem i czosnkiem. I wcale nie jest tak trudna do przygotowania. Ja zrobiłam na pierwszy raz tzw. Paellę Mixte : czyli mieszaną - pół na pół z kurczakiem i krewetkami tygrysimi. Uważam, że ten przepis jest idealny i smakuje tak samo jak te, które wieczorami jedliśmy na La Rambla popijając litrami Sangrii   :)
Rodzajów paelli jest pełno :
Z owocami morza- najlepsza, z mulami, homarcami,krążkami kalmarów
Z kurczakiem - po prostu z kurczakiem; smaczna, ale jak się jest w Barcelonie... szkoda trochę na nią czasu :) ; oczywiście są też wersje wegetariańskie.
Paella Negra- z dodatkiem atrementu z mątw; wspaniała.
Paella Fideua - rodzaj paelli robionej na cieniutkim makaronie hiszpańskim.
Paella Chorizo- pikantna, z duża ilością chili i z ostrymi, hiszpańskimi kiełbaskami chorizo





No to robimy: co potrzebujemy na dużą patelnie? ( dla 3-4 osób)



 300g ryżu arborio,
1 pojedyncza pierś kurczaka,
20 sztuk krewetek tygrysich,
1 mała cukinka, 1 mała papryka,
3 łyżki przecieru pomidorowego,
 szklanka białego wina,
ponad litra bulionu,
4 ząbki czosnku,
mała chili, sól, oliwa
1 limonka lub cytryna, słodka papryka w proszku
łyżeczka szafranu , jeśli nie macie- dajcie tyle samo kurkumy




Najpierw zróbmy bulion szafranowy: w ciepłej wodzie ( nie gorącej) rozpuszczamy swój ulubiony bulion i dodajemy szafran, odstawiamy żeby zabarwił bulion i puścił cały smak.

Teraz zajmijmy sie kurczakiem i krewetkami : kurczaka kroimy w kostkę, solimy, posypujemy słodką papryka dość porządnie i smażymy. To samo z krewetkami, ale doprawiamy je tylko 1 ząbkiem czosnku.







 Krewetki ściągamy z patelnii, dolewamy na nia oliwę i wrzucamy ryż. Podsmażamy krótko i dolewamy chochelkę bulionu.  Całość dusimy juz na średnim gazie. Czekamy aż bulion zostanie wchłonięty przez ryż. Mieszamy, żeby nie przywarło do dna.



Następnie dolewamy wino. Znowu mieszamy i czekamy aż płyn zostanie wchłonięty.

I tak na przemian : bulion, trochę wina, bulion, trochę wina....




 Gdy ziarenka ryżu sa już pół- miękkie dodajemy krewetki i kurczaka. Kilka krewetek zostawiamy, by udekorować wierzch paelli.

Po chwili dorzucamy warzywa, mieszamy, dalej dolewamy bulionu. Dociskamy 3 ząbki czosnku i przecier pomidorowy.

Próbujemy: to ostatni moment by dosolić oraz zaostrzyć dodając chili.
 Teraz najważniejszy etap, pod sam koniec, gdy ziarenka są juz prawie, prawie idealnie miękkie : dolewamy ostatnią chochelkę, wyrównujemy powierzchnię ... i czekamy. Nie mieszamy. Cały płyn ma sie doparować, na wierzchu zrobi się "korzuszek" a po bokach paella zacznie się karmelizować i delkatnie przypalać / brązowieć. Brzegi zrobią się chrupkie.

Wtedy jest gotowa :)


Jemy z patelni. Hiszpanie mają do tego specjalne płytkie patelnie, paelli nie wykładają na talerze. No chyba, że jest robiona na dużej patelni dla większej ilości osób.
 Najsmaczniejszą częścią są właśnie przywarte boki i podpieczone dno.

Trzeba tylko uważać, żeby się faktycznie nie przypaliło. Więc sprawdzajmy i dajmy jak najmniejszy gaz.



Paelle podajemy a cząstkami limonek lub cytrym do skropienia.

Nigdy też nie mówcie, że paella to takie
" hiszpańskie risotto" . Oj nie. Nie robimy na maśle ani nie dajemy parmezanu, nie jest aksamitne i nie można go mieszać : ma być mokre ale płyn odparowuje. No i podstawą jest szafran.


 Ponieważ to blog kulinarny, więc wtrące kilka słów i zdjęć o Barcelonie od strony kulinarnej.

Barcelona w ogóle dostarczy Wam wszystkich możliwych wrażeń: miasto z historią ale tętniące życiem i młodością. stara dzielnice i wąskie uliczki Barri Gotica, knajpki, dobre wina ( tak, za 2 euro !) bajkowy Gaudi, plaże a od lądu góry.

Jak jeszcze przed wyjazdem nakarmicie wyobraźnię "Cieniem Wiatru" Zafona...



 Wejdziecie na bazar La Boqueria - to koniec, przepadliście :) My mieszkaliśmy zaraz obok i rano chadzało sie tam na śniadania o raz zakupy na lunch.

Śniadaniowo były pyszne koktaile owocowe... oraz świeżo smażone kulki z suszonego i solonego dorsza z pietruchą i czosnkiem.

Tak wiem, straszny mix... ale wszystko świeże i pyszne.








Oto one - koktaile ze wszystkich możliwych owoców : mango, kiwi, passiflora, kokos, truskawki, jagody,dragon fruit, biała morwa...

Jagody z kokosem bardzo mi przypadły do smaku :)

 A tu jedno z naszych śniadań: wybór przeróżnych oliwek, które mają zupełnie inny smak niż te ze słoika u nas : wielkie zielone nadziewane czosnkiem, migdałem lub chili, fioletowe, różowe... i większość z pestkami; oliwek praktycznie się nie dryluje.
Do tego mięso ze szczypców kraba, chorizo, hiszoańskie sery : kozi i owczy , świeży chleb i różowe wino ( 1.80 e.)  :)

Pakujcie się i wsiadajcie w samolot.




sobota, 7 lipca 2012

Pierożki z botwinką na papierze ryżowym doprawione czarnuszką

Są cudne : bez zagniatania ciasta, wałkowania, lepienia i strachu : czy się nie rozpadną przy gotowaniu. A w takie upały komu sie chce stać w kuchni ? Tak więc kupcie botwinkę póki jest, fetę, papier ryżowy... i zrobicie to w 10 minut.





 Potrzebujemy:

Papier ryżowy
Botwinkę
Fetę
Oliwę
Czarnuszkę
Czosnek
Świeże zioła - ja miałam oregano w doniczce.

Tylko tyle ? Tak! To wszystko... może ewentualnie jedno jajko i łyżka mąki.

Robimy:

Przede wszystkim ustalmy sobie proporcje nadzienia: ja zrobiłam z 1/3 fety i 2/3 botwinki. Feta jest słona, więc było mocno słonawe - dla mnie w sam raz. ale jak komus nie odpowiada mozna zrobić z 1/4 fety i 3/4 botwinki. Jeśli nadzienie nie będzie trzymało to dodajmy trochę mąki i np małe roztrzepane jajko.

Najpier myjemy botwinkę i blanszujemy we wrzątku, studzimy i kroimy na mozliwie drobne kawałki. Dodajemy fetę i wszyst razem dobrze mieszamy. Dociskamy czosnek ; ile chcecie.

Bierzemy papier ryżowy - jeśli pierwszy raz z nim cokolwiek sami robicie to widzicie, że jest twardy; trzeba na talerzyku wylać zimna wodę i delikatnie namoczyć każdy pergamin przed nałożeniem nadzienia ; dosłownie 20 sekund.

Nadzienie wykładamy na środek płatu ryżowego i zawijamy w kwadracik.

Pierożki gotujemy na parze - ja mam koszyk bambusowy, może byc parowar albo zwykłe duże sitko w garnku z przykryciem. Ważne, żeby pierożki się nie stykały, bo się skleją. Ułóżcie je też na tej grubszej stronie, gdzie zawijaliście ciasto.

Sa gotowe gdy zobaczycie, że botwinka zacznie puszczać soki i barwić powoli ciast.

Wyciągamy, polewamy oliwą z ziołami i posypujemy czarnuszką.

Tak, tak- czym jest czarnuszka ?  :)

Czarnuszka jak widzicie na zdjęciach wygląda trochę jak czarny sezam, ale ma zupełnie inny smak. Lekko pikantny, cytrusowo- goryczkowy.

Chodowana od starożytności, lecznicze ziółko szczgólnie dla wątroby i układu trawiennego. Wspomaga wydzielanie wielu enzymów. Oczyszcza krew.

Spokojnie dostaniecie nigdzie indziej jak na ...Allegro :) Chociaż w sklepach bio czy eko na pewno też. Albo z żywnością orientalną... co ciekawe, bo rośnie też u nas, ale jakoś jej nie wykorzystujemy, natomiast uwielbiaja ją hindusi.

Smacznego.

czwartek, 5 lipca 2012

Tarta z żółtej i zielonej cukinii doprawiana oregano.




Tarta z cukinii wyszła mi znakomita :) nie spodziewałam się, że w archaicznym, gazowym piekarniku da się coś takiego idealnego zrobić. A idealne było wszystko : kruchość ciasta, kolorowy wygląd, smak i cukinia która pozostała chrupka. Ale po kolei, po kolei....

Najpierw robimy kruche ciasto :

1 i 1/4 szklanki mąki
3/4 kostki zimnego masła
1 jajko
pół łyżeczki soli.

Zagniatamy razem :) musimy uformowac kulę. Zimne masło przed dodaniem do mąki "dziabiemy" nożem na drobne kawałki. Jeśli ciasto jest za miękkie i przykleja się do palców- dosypujemy mąki.

Wstawiamy do zamrażarki na pół godziny. Albo na godzinę do lodówki.

W tym czasie kroimy cukinię na grube plastry ( 0,5 - 1 cm), solimy, pieprzymy i odstawiamy.

Robimy masę jajeczną :  2 jajka i mały kubeczek śmietanki 12%. Mieszamy razem, solimy i doprawiamy gałką muszkatołową ( ja daję 1 czubatą łyżeczkę) i do tego świeże oregano. Polecam świeże żioła- mają zupełnie inny smak. Oregano jest jednak delikatniejsze, więc jak chcecie mieć jego mocny smak- weźcie suszone. Świeżego dajemy dużą garść listków, suszonego- 2 łyżeczki.

Mieszamy dokładnie masę.

Wyciągamy ciasto z lodówki, smarujemy blachę kawałkiem masła i wykładamy ciasto - nie wałkujemy, rwiemy kawałki i dociskamy palcami.Nakłuwamy widelcem i podpiekamy aż się delikatnie zarumieni. Wtedy wyciągamy, wlewamy masę jajeczną ( zostawmy 3-4 łyżki) a na wierzchu układamy plastry cukinii. Cukinię opruszmy pieprzem, nałóżmy na nią pozostałą masę i posypmy jeszcze oregano. No i w piec... aż się zetnie a cukinia zmięknie.