sobota, 14 lipca 2012

Paella Mixta i Barcelona




Panie i Panowie: przyszedł czas na zrobienie własnej paelli . Długo z tym zwlekałam, a miałam ochotę już od ponad 2 lat kiedy to odwiedziałam Barcelonę.  Wspaniałe wakacje - ponad tydzień w najpiekniejszym mieście Europy :) Ale o tym później : na razie wróćmy do paelli.

Jak tylko spróbujecie tej prawdziwej- nigdy więcej nie kupicie już gotowej mrożonki.
Paella pachnie szafranem i czosnkiem. I wcale nie jest tak trudna do przygotowania. Ja zrobiłam na pierwszy raz tzw. Paellę Mixte : czyli mieszaną - pół na pół z kurczakiem i krewetkami tygrysimi. Uważam, że ten przepis jest idealny i smakuje tak samo jak te, które wieczorami jedliśmy na La Rambla popijając litrami Sangrii   :)
Rodzajów paelli jest pełno :
Z owocami morza- najlepsza, z mulami, homarcami,krążkami kalmarów
Z kurczakiem - po prostu z kurczakiem; smaczna, ale jak się jest w Barcelonie... szkoda trochę na nią czasu :) ; oczywiście są też wersje wegetariańskie.
Paella Negra- z dodatkiem atrementu z mątw; wspaniała.
Paella Fideua - rodzaj paelli robionej na cieniutkim makaronie hiszpańskim.
Paella Chorizo- pikantna, z duża ilością chili i z ostrymi, hiszpańskimi kiełbaskami chorizo





No to robimy: co potrzebujemy na dużą patelnie? ( dla 3-4 osób)



 300g ryżu arborio,
1 pojedyncza pierś kurczaka,
20 sztuk krewetek tygrysich,
1 mała cukinka, 1 mała papryka,
3 łyżki przecieru pomidorowego,
 szklanka białego wina,
ponad litra bulionu,
4 ząbki czosnku,
mała chili, sól, oliwa
1 limonka lub cytryna, słodka papryka w proszku
łyżeczka szafranu , jeśli nie macie- dajcie tyle samo kurkumy




Najpierw zróbmy bulion szafranowy: w ciepłej wodzie ( nie gorącej) rozpuszczamy swój ulubiony bulion i dodajemy szafran, odstawiamy żeby zabarwił bulion i puścił cały smak.

Teraz zajmijmy sie kurczakiem i krewetkami : kurczaka kroimy w kostkę, solimy, posypujemy słodką papryka dość porządnie i smażymy. To samo z krewetkami, ale doprawiamy je tylko 1 ząbkiem czosnku.







 Krewetki ściągamy z patelnii, dolewamy na nia oliwę i wrzucamy ryż. Podsmażamy krótko i dolewamy chochelkę bulionu.  Całość dusimy juz na średnim gazie. Czekamy aż bulion zostanie wchłonięty przez ryż. Mieszamy, żeby nie przywarło do dna.



Następnie dolewamy wino. Znowu mieszamy i czekamy aż płyn zostanie wchłonięty.

I tak na przemian : bulion, trochę wina, bulion, trochę wina....




 Gdy ziarenka ryżu sa już pół- miękkie dodajemy krewetki i kurczaka. Kilka krewetek zostawiamy, by udekorować wierzch paelli.

Po chwili dorzucamy warzywa, mieszamy, dalej dolewamy bulionu. Dociskamy 3 ząbki czosnku i przecier pomidorowy.

Próbujemy: to ostatni moment by dosolić oraz zaostrzyć dodając chili.
 Teraz najważniejszy etap, pod sam koniec, gdy ziarenka są juz prawie, prawie idealnie miękkie : dolewamy ostatnią chochelkę, wyrównujemy powierzchnię ... i czekamy. Nie mieszamy. Cały płyn ma sie doparować, na wierzchu zrobi się "korzuszek" a po bokach paella zacznie się karmelizować i delkatnie przypalać / brązowieć. Brzegi zrobią się chrupkie.

Wtedy jest gotowa :)


Jemy z patelni. Hiszpanie mają do tego specjalne płytkie patelnie, paelli nie wykładają na talerze. No chyba, że jest robiona na dużej patelni dla większej ilości osób.
 Najsmaczniejszą częścią są właśnie przywarte boki i podpieczone dno.

Trzeba tylko uważać, żeby się faktycznie nie przypaliło. Więc sprawdzajmy i dajmy jak najmniejszy gaz.



Paelle podajemy a cząstkami limonek lub cytrym do skropienia.

Nigdy też nie mówcie, że paella to takie
" hiszpańskie risotto" . Oj nie. Nie robimy na maśle ani nie dajemy parmezanu, nie jest aksamitne i nie można go mieszać : ma być mokre ale płyn odparowuje. No i podstawą jest szafran.


 Ponieważ to blog kulinarny, więc wtrące kilka słów i zdjęć o Barcelonie od strony kulinarnej.

Barcelona w ogóle dostarczy Wam wszystkich możliwych wrażeń: miasto z historią ale tętniące życiem i młodością. stara dzielnice i wąskie uliczki Barri Gotica, knajpki, dobre wina ( tak, za 2 euro !) bajkowy Gaudi, plaże a od lądu góry.

Jak jeszcze przed wyjazdem nakarmicie wyobraźnię "Cieniem Wiatru" Zafona...



 Wejdziecie na bazar La Boqueria - to koniec, przepadliście :) My mieszkaliśmy zaraz obok i rano chadzało sie tam na śniadania o raz zakupy na lunch.

Śniadaniowo były pyszne koktaile owocowe... oraz świeżo smażone kulki z suszonego i solonego dorsza z pietruchą i czosnkiem.

Tak wiem, straszny mix... ale wszystko świeże i pyszne.








Oto one - koktaile ze wszystkich możliwych owoców : mango, kiwi, passiflora, kokos, truskawki, jagody,dragon fruit, biała morwa...

Jagody z kokosem bardzo mi przypadły do smaku :)

 A tu jedno z naszych śniadań: wybór przeróżnych oliwek, które mają zupełnie inny smak niż te ze słoika u nas : wielkie zielone nadziewane czosnkiem, migdałem lub chili, fioletowe, różowe... i większość z pestkami; oliwek praktycznie się nie dryluje.
Do tego mięso ze szczypców kraba, chorizo, hiszoańskie sery : kozi i owczy , świeży chleb i różowe wino ( 1.80 e.)  :)

Pakujcie się i wsiadajcie w samolot.




3 komentarze:

  1. Super, ja we wrześniu lecę do Barcelony:) Książki Zafona już przeczytałam:)Bardzo fajny post a paella wygląda przepysznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak wejdziesz na bazar to nie wyjdziesz prędko :) jest też taka ksiażeczka "Przewodnik po Barcelonie śladami bohaterów Cienia Wiatru" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie są mniej więcej ceny na bazarze? Najbardziej jestem ciekawa ceny owoców morza, koktajli i tych owoców które w Polsce jest ciężko kupić.

    OdpowiedzUsuń