sobota, 28 lipca 2012

Red Hot Chili Peppers ... i śniadanie z chili na kaca.

Co to był za koncert !!! Pół roku czekania i miętoszenia w rekach biletu się opłaciło   :D
Peppersi pomimo , że są już pod piędziesiątke są niesamowici. Tu nie ma zadufanego gwiazdorstwa - oni się po prostu bawią tym co robią, przychodzi im to z łatwością, profesjonalizmem i wciąż zaskakującą różnorodnością.

 Kondycja nadal pierwsza klasa, Anthony sexi as hell pomimo tych...uhhh...wąsów (wtf ?) , Flea szaleje że aż nie wiem jak oni sie nie zderzają i nie przewracają na scenie. Było makabrycznie duszno... wepchałam się pod samą, samiutką scenę i byłam świadkiem kilku omdleń i ataków paniki ( niektórzy dostają w takim ścisku). Myślę, że w tym tłumie na Bemowie było odczuwalnych z 40 stopni.

Chłopaki zaczęli punktualnie, pełen profesjonalizm i wszystko dopięte jak trzeba.


 No i w końcu zobaczyłam na żywo Josha . Na ostatnim koncercie w Chorzowie grał jeszcze Frusciante. Czy słychać różnicę ? Oczywiście że tak. Ale jak dla mnie wszelkie zmiany sa na plus...i to słychać w nowej płycie. Jakby powiew świeżego powietrza. Josh tylko jako gitarzysta nie potrafi wyjść z cienia... grał z nimi jako gitara wspierająca do tej pory...a teraz halooo...czas na bycie number one ! Czas wyjść z cienia i poczuć sie gwiazdą...a nie spuszczać głowę i robić swoje. Faktycznie słychać jak daje się zdominować basowi. Ale wszystko przed nim, wyrobi się chłopak.


Trochę się zawiodłam, że z nowego albumu były tylko 4 kawałki; jakby chłopaki nie do końca wierzyli w ten krążek. A to duży błąd... nie moge przestać słuchać Brendan`s Death Song. No i nie moge oderwać oczu od klipu. Kondukt pogrzebowy w Nowym Orelanie...z cyrkowcami, czarnymi muzykami i outsiderami... odkąd obejrzałam jeden odcinek No Reservation z Bourdaine`em marzy mi się wizyta w Nowym Orleanie :)


Do domu wróciłam o 3 w nocy... rano oczywiście wszystko na raz : bolące, zdrate gardło ( po co, no po co piłam tyle tego zimnego i rozcieńczonego Carlsberga ?), odciski na stopach i kac. No więc ratunku: jakieś leki i dobre śniadanie : jajecznica z chili, chrupiącą szynką parmeńską i szczypiorkiem. Na oliwie, bo masła już od dawna do smażenia nawet jajecznicy nie używam.

Ostre i postawiło na nogi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz